Od Soszowa Wielkiego po Wielki Stożek w Beskidzie Śląskim
październik 1, 2024 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Kamil był w sobotę z Turystycznym Bonitum na Jagodnej. Chcieliśmy gdzieś wspólnie pojechać, ale tak aby nie zamęczyć go. Wybór padł na Beskid Śląski i Wisłę, też tam miała być pogoda. Nie byliśmy nigdy w obydwu schroniskach w tej części gór, znajdujących się na Soszowej Wielkiej i Wielkim Stożku. Wybór wydawał się być dobry. Podjechaliśmy w dobrych humorach do Wisły Jurzyków, a tam już kilkanaście aut na parkingu leśnym…wydawało nam się, że grzybiarzy, bo kto by na skróty po górach chodził, tak jak my.
Wybraliśmy sobie leśny dukt, na skróty, do schroniska na Soszowie Wielkim. Było tak jak oczekiwaliśmy: górsko i pusto. Wszystko zmieniło się po dojściu do szlaku…taki urok Beskidu Śląskiego.
Od tego miejsca, aż po samo schronisko nie dość, że trzeba było gonić Kamila, po którym nie widać było żadnego zmęczenia, to musieliśmy uważać na różnego rodzaju, całkiem zaskakujące na takiej drodze, auta. Byliśmy pierwszy raz w tym miejscu to i nas zaskoczyło, tak samo jak przenikliwe zimno…szkoda, że kierowcy nie wrzucali migacza, bo byśmy wiedzieli gdzie chcą skręcać. Na szczęście schronisko było normalne, górskie ze świetnymi pieczątkami i magnesami. Janek skorzystał.
Odwiedziny Beskidu Śląskiego stało się okazją do zdobywania nowych szczytów.Pierwszy był Wielki Soszów. To był też ten moment, gdy zdobywaliśmy nowe doświadczenia: jeżeli przy tak słabej pogodzie z chmurami i wilgocią, jest tutaj tyle samochodów, tylu rowerzystów, to chyba dobrze dla nas, bo w słoneczny dzień moglibyśmy się tutaj nie zmieścić na tej szerokości i wysokości! Od razu zrobiło się lepiej i cieplej. Oczywiście musieliśmy ścigać Kamila, a tutaj na “autostradzie” nie było strachów, widać go było z daleka.
Dotarliśmy na kolejny szczyt o nazwie Cieślar, czyli nazwa pokazująca jakie najczęściej nazwisko występowało w Wiśle od dawna. Spodobało nam się bardzo. Na trzy sposoby mogliśmy udokumentować tutaj nasza obecność. Słupek i ławka były super, a tablica to tylko w słoneczną pogodę :)
Przed nami miał być Stożek i ten Wielki, i ten Mały. Szliśmy szeroką aleją i wyłonił się on. Od razu wiedzieliśmy, że to ten Wielki Stożek. Z daleka stożek był widoczny, a my coś na ich temat to już wiemy. Chcieliśmy się na nim przetestować, choć na mapie nie było widać na niego szlaku…ale szliśmy.
Kolejnym zaskoczeniem był Mały Stożek…gdzie on jest, tak się pytaliśmy siebie. W końcu pojawił się znak po czeskiej stronie, choć był mimo wszystko w dole a nie na górze. Zrobiliśmy sobie zdjęcie.
W końcu doszliśmy do Wielkiego. Okazuje się, że takie pomysły jak my, ma większość wchodzących tutaj na górę i ścieżką graniczną rozpoczęliśmy podejście, jak prawie wszyscy. Było jak to na Stożkach bywa, gdzie się zmęczyć choć przez chwilkę.
Janek nawet w tych okolicznościach testował szlak jakby sobie utrudnić życie, a nie poprawić. Stożek jednak i to wytrzymał, a potem okazało się, że gdybyśmy szli czerwonym szlakiem jak mniejszość, to Stożek nie byłby Stożkiem. Byliśmy dumni z tego wysiłku!
Po takim wyczynie czekała nas nagroda i śniadanie. 4 szczyty zdobyte od Soszowa po Stożek, co daje nam kolekcję już 860 szczytów zdobytych razem, tym bardziej wymagało dobrego wzmocnienia i magnesu dla Janka.
Nie zmęczyliśmy się tym przejściem, było jak piękna aleja w parku. Postanowiliśmy się odrobinę jednak zmęczyć wracając na skróty, żółtym szlakiem. Minęliśmy zawody rowerowe i stało się pusto na szlaku.
Mieliśmy dojść do Małego Stożka. Wydawało nam się, że znamy miejsce. Zdziwiliśmy się okrutnie widząc po polskiej stronie tą mikro tabliczkę z oznaczeniem szczytu. Postanowiliśmy to uczcić zdjęciem w tle z obydwoma, co się udało.
Zejście było nawet górskie, w porównaniu do przejścia między szczytami. Minęliśmy grzybiarzy, biegającego psa i wróciliśmy do auta. Wyprawa w Beskid nam się udała najbardziej na końcu: wyszło słońce i było bardzo ciepło! Zaskoczyło nas, tak jak ta część Beskidu. Na pewno dla początkujących, którzy mogą wjechać różnego rodzaju wyciągami na samą górę, a potem z radością spacerować od schroniska do schroniska. Polecam